Olek miał pięć lat i mówił „po swojemu”. Z jego perspektywy mówił naprawdę dużo, jednak z perspektywy otoczenia – był niemal niezrozumiały. Rozumiała go właściwie tylko mama, która pełniła rolę tłumacza w każdej sytuacji. Bez niej rozmowa z Olkiem była praktycznie niemożliwa, dlatego kontakt z rówieśnikami i dorosłymi bardzo szybko zaczął się urywać.
Na pierwszy rzut oka Olek był „zdrowym dzieckiem”. Inteligentny, niezwykle grzeczny, uważny i czuły. Tyle że mówił w sposób, który izolował go od świata. I choć często słyszy się wtedy: „on jeszcze wyrośnie”, ten chłopiec z każdym miesiącem coraz bardziej znikał.
Chciał mówić. Chciał być wysłuchany
To, co w tej historii było szczególnie poruszające, to fakt, że Olek bardzo chciał mówić. Chciał się bawić z innymi dziećmi, chciał opowiadać, zadawać pytania, a przede wszystkim chciał być zrozumiany. Próbował budować proste zdania, jednak niemal każde słowo było zniekształcone.
Trudności dotyczyły nie tylko złożonych głosek. Nawet samogłoska „i” była dla Olka ogromnym wyzwaniem. Dźwięk nie wybrzmiewał prawidłowo – łamał się, uciekał, czasami „chował się” w nosie. Każda próba mówienia wymagała ogromnego wysiłku, dlatego frustracja narastała bardzo szybko.
Zdarzały się momenty, w których Olek płakał z bezsilności. A potem… przestał próbować.
Kiedy mowa znika, znika też dziecko
Z czasem Olek zaczął się wycofywać. Przestał szukać kolegów, unikał kontaktu, stawał się coraz bardziej zamknięty i nieśmiały. To, co wcześniej było próbą komunikacji, zamieniło się w ciszę.
Kiedy zadzwoniła do mnie mama Olka, powiedziała jedno zdanie, którego nie zapomnę nigdy:
„Boję się, że moje dziecko ma depresję”.
Ten moment był bardzo ważny, ponieważ pokazywał, jak trudności w mowie mogą wpływać na emocje i obraz siebie u dziecka, nawet jeśli nie widać żadnych „poważnych” problemów na zewnątrz.
Diagnoza, która wszystko wyjaśniła
Podczas diagnostyki okazało się, że Olek ma:
- niewielki niedosłuch,
- afazję motoryczną.
To połączenie tłumaczyło zarówno ogromny wysiłek przy mówieniu, jak i narastającą frustrację. Olek wiedział, co chce powiedzieć, jednak nie był w stanie zaplanować i zrealizować ruchów artykulacyjnych, które pozwoliłyby mu wyrazić myśli w sposób zrozumiały.
Rok intensywnej pracy – krok po kroku
Rozpoczęliśmy bardzo intensywną terapię online, pracując regularnie przez Skype. Praca była wymagająca, zarówno dla Olka, jak i dla mamy, która codziennie wykonywała z synem zadane ćwiczenia.
Skupialiśmy się na:
- budowaniu podstaw artykulacji,
- pracy nad dźwięcznością i wybrzmiewaniem głosu,
- planowaniu ruchów mowy,
- odbudowywaniu wiary w to, że mówienie ma sens.
Po roku ogromnej pracy zostały nam już tylko głoski: SZ, RZ, CZ, DŻ oraz dokończenie nauki czytania.
Zmiana terapeuty – dobra decyzja
Wspólnie, ja, mama i Olek, uznaliśmy, że na tym etapie zmiana logopedy będzie dla dziecka korzystna. Czasami, gdy praca była bardzo intensywna i trudna, świeża relacja terapeutyczna pozwala dziecku wejść w etap „domykania” terapii z większą lekkością.
W Centrum Głoska pracują cztery specjalistki logopedii, które prowadzą terapię online dla dzieci dwujęzycznych.
Olek kontynuował pracę z Kasią, jeszcze przez sześć miesięcy, już w znacznie swobodniejszym cyklu. To był czas utrwalania, przyjemności i poczucia sprawczości. Taka „wisienka na torcie”.
Kim stał się Olek?
Na koniec pożegnałyśmy zupełnie innego chłopca. Wesołego, otwartego, pewnego siebie prymusa, który bez trudu nawiązywał relacje i potrafił znaleźć wspólny język z każdym.
Olek nie przypominał już tego smutnego, wycofanego dziecka, o którego zdrowie psychiczne mama bała się najbardziej. A wszystko zaczęło się od tego, że ktoś w porę zobaczył problem w mowie i potraktował go poważnie.
Co ta historia pokazuje rodzicom?
Historia Olka przypomina, że:
- dziecko z trudnościami w mowie często bardzo chce mówić,
- brak zrozumienia prowadzi do frustracji i wycofania,
- problemy językowe mogą wyglądać jak problemy emocjonalne,
- wczesna i konsekwentna pomoc naprawdę zmienia życie,
- ogromną rolę odgrywa zaangażowany, uważny rodzic.
Czasem jedno telefoniczne zgłoszenie, jedna decyzja o szukaniu pomocy, wystarcza, by historia dziecka potoczyła się zupełnie inaczej.
