Krótka odpowiedź brzmi: więcej, niż myślisz – ale nie tyle, ile się boisz. Dziecko żyjące za granicą nie potrzebuje „idealnych proporcji” językowych ani ciągłych lekcji polskiego. Potrzebuje regularnej, sensownej ekspozycji językowej, która jest osadzona w relacji i codzienności. Jako logopeda pracujący z rodzinami emigracyjnymi widzę, że nie liczy się tylko ile polskiego, ale jak i kiedy on się pojawia.
Czym właściwie jest ekspozycja językowa?
Ekspozycja językowa to kontakt dziecka z językiem:
- słuchanie,
- bycie adresatem mowy,
- rozmowa,
- wspólne działania,
- emocje i relacje.
To nie tylko:
- książki,
- bajki,
- aplikacje.
Dziecko może „słyszeć” dużo polskiego, a mimo to nie mieć realnej ekspozycji, jeśli język nie jest skierowany do niego.
Czy są konkretne liczby? Tak – orientacyjne
Rodzice często pytają:
„Czy 30 minut dziennie wystarczy?”
„Czy musi to być 50/50?”
W praktyce logopedycznej przyjmujemy orientacyjnie, że:
- język mniejszościowy (polski) powinien stanowić
ok. 25–30% aktywnego czasu językowego dziecka,
jeśli ma się rozwijać funkcjonalnie.
Ale uwaga — to nie jest matematyka.
30% rozmowy przy stole działa lepiej niż 60% biernego słuchania bajek.
Dlaczego dzieci za granicą „tracą” polski?
Bo język większościowy:
- jest w przedszkolu i szkole,
- jest w relacjach rówieśniczych,
- dominuje w przestrzeni publicznej.
Mózg dziecka robi to, co jest logiczne:
inwestuje w język, który daje mu sprawczość.
Jeśli polski:
– pojawia się rzadko,
– jest językiem poleceń lub poprawek,
– nie daje dziecku realnego wpływu,
to zaczyna się wycofywać.
Jak wygląda „wystarczająca” ekspozycja w praktyce?
Małe dziecko (0–3)
- codzienne mówienie do dziecka po polsku
- rytuały (kąpiel, sen, posiłki)
- prosty, powtarzalny język
Tu jakość > ilość.
Przedszkolak (3–6)
- rozmowy o emocjach i wydarzeniach
- wspólne czytanie i opowiadanie
- zabawa po polsku
Jeśli dziecko rozumie, ale nie mówi — ekspozycja jest, ale potrzeba więcej bezpiecznych okazji do mówienia.
Dziecko szkolne (6+)
- rozmowy, nie tylko polecenia
- język do opowiadania, tłumaczenia, żartów
- realna potrzeba użycia polskiego
Tu polski musi być funkcyjny, nie „dodatkowy”.
Co NIE zwiększa ekspozycji językowej (choć tak wygląda)?
- włączony polski w tle
- zmuszanie do odpowiedzi po polsku
- poprawianie każdego błędu
- porównywanie z dziećmi w Polsce
To często zmniejsza gotowość do mówienia.
Jak rodzice nieświadomie pomagają najbardziej?
Widziałam wiele rodzin, w których polski „wracał”, bo rodzice:
- zaczęli więcej opowiadać o sobie,
- przestali poprawiać każde zdanie,
- dawali dziecku czas na odpowiedź,
- mówili po polsku nawet wtedy, gdy dziecko odpowiadało w innym języku.
Ekspozycja to ciągłość, nie kontrola.
Kiedy ekspozycja nie wystarcza?
Jeśli mimo regularnego kontaktu:
- dziecko nie rozumie prostych poleceń,
- nie buduje wypowiedzi,
- unika komunikacji w obu językach,
- mowa nie rozwija się wraz z wiekiem,
wtedy warto sprawdzić, czy problem nie leży głębiej niż sama ilość języka.
Co chcę Ci powiedzieć jako logopeda?
- Polski nie musi dominować — musi być obecny.
- Lepiej codziennie trochę niż idealnie rzadko.
- Ekspozycja to relacja, nie zadanie.
- Dwujęzyczność nie zabiera języka — brak użycia tak.
- Najlepszym „programem językowym” jest wspólne życie po polsku.
Jeśli zastanawiasz się, czy ilość polskiego w Waszym domu jest wystarczająca — to bardzo dobre pytanie. Czasem drobna zmiana rutyn wystarczy, a czasem warto spojrzeć na rozwój mowy szerzej.
Jedno jest pewne:
język rośnie tam, gdzie jest miejsce, czas i relacja.
