Wpis dzisiejszy totalnie przypadkowy. Bo pada Ale rano nie padało, więc łaziłam sobie po parku, strzelałam fotki tu i ówdzie (parkowi, nie sobie :P) i nagle patrzę i oczom nie wierzę.
Kasztany. W sierpniu. I jak tu robić wpis „Głoska na wakacjach”, jak kasztany to ewidentnie mi się ze szkołą kojarzą? I ludzikami?
O rany!
Ale z drugiej strony: jak nie wykorzystać takiej okazji?! Nie to, że w Hamburgu kasztanów nie ma. Są, a pasjami na naszym osiedlu dęby rosną, więc i żołędzi sporo, ale kto w roku szkolnym ma czas na kasztany?
Zatem zebrałam kilka, baletkami łupki rozłupując (nie był to dobry pomysł :P)
i zaczęłam zastanawiać się, jak tu Wam pokazać ćwiczenia z kasztanami bez zapałek, mazaków i papieru (bo na spacery tych akcesoriów nie noszę).
Wyszło mi, że można szeregować kasztany. Od najmniejszego do największego i odwrotnie. A u mnie: on najmniej dojrzałego do brązowego.
Można też ćwiczyć analizę i syntezę wzrokową. Na materiale atematycznym Po lewej kasztany mamy/taty, po drugiej dziecka. „Ułóż je tak samo”.
Ba! Można bawić się nimi jak klockami na ten przykład poręcz ławeczki zakrywając.
O! Pewnie można jeszcze tysiąc innych rzeczy, ale przyszła jakaś Mała i tak rozpaczliwie na te moje obrane kasztany patrzyła, że.. zostawiłam je na ławce dla niej „Merci” się nawet od niej doczekałam
O proszę jak łatwo na spacerze robić ćwiczenia. Ja też z tych, którzy w każdej sytuacji szukają okazji do nauki przez zabawę. Pozdrawiam!
Żal było tych kasztanów nie wykorzystać
Pozdrawiam! 
fajny pomysł na ćwiczenia na świeżym powietrzu
Dziękuję
Tylko..kasztany w sierpniu?! Jesień.. 