Jakiś czas temu dostałam taki mail.

Dobry wieczór Pani Katarzyno,

postanowiłam zwrócić się do Pani o pomoc w rozwianiu licznych wątpliwości związanych z terapią logopedyczną dziecka dwujęzycznego, ponieważ nikt ze znanych mi osób tych wątpliwości rozwiać nie może. Myślę, że warto dodać w tym miejscu, że Pani posty na blogu wspierają mnie od początku mojej drogi logopedycznej (czyli 2,5 roku). 🙂
Postaram się ująć sprawę jak najprościej: Kilka miesięcy temu trafił do mnie 4-letni Yan S. z orzeczeniem o potrzebie kształcenia specjalnego (zespół Downa, upośledzenie umiarkowane). Yan przyjechał z rodzicami i młodszą o rok siostrą z Białorusi. Nie mówi w żadnym z otaczających go języków (pojawiają się jedynie wokalizacje). Rodzice są zdania, że również nie rozumie mowy ani w j.polskim, ani rosyjskim (lub rozumie tylko  w kontekście sytuacyjnym). Nie jestem w stanie zbadać rozumienia w j.rosyjskim, ponieważ go nie znam (szukam osoby, która zna ten język i mogłaby pomóc mi w badaniu logopedycznym). Języka polskiego chłopiec nie rozumie. Rodzice w domu mówią głównie po rosyjsku, trochę po polsku (na tyle, na ile potrafią). Rodzeństwo na co dzień uczęszcza do przedszkola integracyjnego, gdzie pracuję. I tu pojawiają się moje wątpliwości: gdzie należy szukać granic dwujęzyczności? Czy dziecko jest dwujęzyczne, jeśli od urodzenia wychowuje się w otoczeniu dwóch języków i  w każdym z nich gaworzy, tworzy pierwsze słowa, zdania, itd.? Kiedy drugiego języka dziecko uczy się jako języka obcego, a kiedy przyswaja go na zasadach dwujęzyczności? Czy Yan jest dwujęzyczny, czy wraz z siostrą będzie się uczył języka polskiego jako obcego? Czy jeśli na terapii z chłopcem próbuję go nauczyć znaczeń samogłosek, wyrażeń dźwiękonaśladowczych i zachęcić go do powtarzania, to
rodzice powinni kontynuować ćwiczenia w domu po polsku, czy po rosyjsku? Będę ogromnie wdzięczna, jeśli udzieli mi Pani odpowiedzi na choć jedno z moich zagmatwanych pytań. Do tego czasu nie ustanę w samodzielnych poszukiwaniach!

Pozdrawiam serdecznie,
Zuzanna

Czytając go, uświadomiłam sobie po raz kolejny, że to JA mam wrażenie, że o tym wszystkim już gdzieś mówiłam, już gdzieś pisałam. Pewnie też czytałam 🙂 Ale niekoniecznie pisałam o tym tutaj, na blogu. Więc wracam do początków niejako przygody naukowej z dwujęzycznością i odpowiem na pytania pani Zuzanny publicznie. Choć ona już dostała odpowiedź prywatną kilkanaście dni temu 😉 Ale może to komuś się jeszcze przyda?

Czyli robimy klasyczne studium przypadku z maila, czyli nie ze wszystkimi danymi, niestety.

Pierwsze pytanie pani Zuzanny jest o granice dwujęzyczności. I tu moja odpowiedź jest jasna i zawsze taka sama, a mówię o niej na każdym szkoleniu 😉 – mniej więcej tyle, ilu jest naukowców badających zjawisko bilingwizmu, jest definicji dwujęzyczności. Ani więcej ani mniej. Te definicje znacząco różnią się od siebie: na jednym krańcu stoją ci, którzy twierdzą, że osoba zaledwie rozumiejąca kilka(naście) sytuacji komunikacyjnych w jednym języku i biegła w drugim jest dwujęzyczna, a na drugim tacy, którzy twierdzą, że tylko zrównoważenie języków adekwatne do wieku można nazywać dwujęzycznością. Co w tym wszystkim robię ja? Cóż, jeszcze mi nie odbiło bardzo, więc nawet nie staram się wchodzić w polemikę lub zgodę z autorytetami. Ale jakoś tak subiektywnie, terapeutycznie jako praktyk czuję, że te definicje są potrzebne tylko… naukowcom. Z pragmatycznego punktu widzenia Yan jest WYCHOWYWANY w dwujęzyczności. Jeśli jednak nie rozumie żadnego języka, to nie możemy mówić o „języczności” w ogóle. Choć rozróżniamy dwujęzyczność bierną i czynną (rozumienie vs mówienie) to jednak w przypadku Yana.. trudno pokuszać się o którąkolwiek z tych definicji. Powtórzę się: Yan jest WYCHOWYWANY w dwujęzyczności. A co z tego wychowywania wyniknie – czas pokaże.

Kolejne pytanie pani Zuzanny jest już (dla mnie) łatwiejsze: Kiedy drugiego języka dziecko uczy się jako języka obcego, a kiedy przyswaja go na zasadach dwujęzyczności? I tu myślę, że warto skorzystać z ułatwienia, jakie daje nam opracowanie prof. E. Lipińskiej – nauka języka obcego odbywa się w warunkach sztucznych, stworzonych przez nauczyciela. Natomiast przyswajanie to zdobywanie języka w warunkach naturalnej komunikacji. Warto dodać, że dość często można usłyszeć także o „programowaniu/kodowaniu” języka (zwłaszcza mniejszościowego u dzieci dwujęzycznych). Takie programowanie to nic innego, jak połączenie naturalności przyswajania z nauką usystematyzowaną. Programowanie stosuje się zarówno u dzieci z zaburzeniami mowy, jak i właśnie u dwujęzyczków w przypadku języka mniejszościowego, aby dziecko lepiej ten język nabyło.

I ostatnie, chyba najczęstsze pytanie od terapeutów, którym na terapii pojawia się dziecko dwujęzyczne: Czy jeśli na terapii z chłopcem próbuję go nauczyć znaczeń samogłosek, wyrażeń dźwiękonaśladowczych i zachęcić go do powtarzania, to rodzice powinni kontynuować ćwiczenia w domu po polsku, czy po rosyjsku?

Po rosyjsku. Rodzice nie znają polskiego, a nawet jakby znali, nie mamy prawa zabierać im prawa/możliwości mówienia do dziecka w swoim języku ojczystym. NIKT NIE DAŁ NAM PRAWA DO ODBIERANIA DZIECKU JĘZYKA. Wiem, że „caps” to krzyk w Internecie, ale napisałam tak celowo. Jeśli chcemy wzmocnić nasze ćwiczenia prosimy rodziców, by w pomoc zaangażowali osoby polskojęzyczne (sąsiadkę/studentkę/panią z przedszkola). Uwierzcie mi: da się! A oni sami ćwiczyć powinni z dzieckiem w swoim języku. I nie, nikomu nic się nie pomiesza.

PS. I nie piszcie mi proszę, że dziecko powinno mieć wprowadzoną komunikację wspomagającą, bo ja – a i Wy – z maila nie odczytacie tego, że tej komunikacji nie ma. Może ma 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress