W necie jest siedemdziesiąt siedem tysięcy pomocy do nauki czytania „metodą krakowską”. Jak na nie czasem patrzę, to mi się śmiać chce 🙂

Znacie te pomoce, prawda? Trzeba dopasować psy do bud, dopasować kable to gniazdek, ptaszki do piórek itp. itd. I – o ile takie ćwiczenia robione są raz z dzieckiem, dwa, no czasem trzy – to ok? Ale po co więcej?

Co to w zasadzie jest „parowanie”? To nic innego jak identyfikacja sylaby. Dopasować PA do PA. To nie jest czytanie. To tylko identyfikacja. Analiza i synteza wzrokowa. Czytanie to nazywanie sylaby lub – w przypadku dzieci niemówiących – podawanie ich np. na kartonikach.

Co zrobić, jeśli dziecko nie potrafi dopasować sylaby do sylaby? Zapytałam wczoraj na grupie. Tu macie odpowiedzi terapeutek.

parowanie

I zobaczcie, ze ŻADNA żadna z nich nie zaproponowała jeszcze kolejnego parowania. Bo ono nic nie daje. To są ćwiczenia urozmaicające mające na celu zapoznać dziecko z kształtem sylaby. W żaden sposób samej nauce odczytywania tej sylaby nie pomagają 🙂

Jak zatem nauczyć malucha odczytywania sylab?

Najprościej – wspomagając trójmodalność MK – poprzez głośne i wyraźne odczytanie sylaby, napisanie jej tak, aby dziecko nie miało kłopotów z percepcją i pokazanie jej – np. gestem artykulacyjnym. W Głosce dodatkowo robimy wiele, aby sylaby można było dotknąć – jak np. ostatnim razem, kiedy pokazywałam Wam sylaby namalowane puchnącą farbą. Pamiętajmy także o tym, by sylabę wprowadzać w kontekście – poprzez skojarzenie z konkretnym znaczeniem, bo o to w symultaniczno – sekwencyjnej chodzi – o naukę znaczeń 🙂

A po kontekstach dopiero ćwiczymy na suchym materiale. Dzisiaj Wam pokażę taki – lekko zgapiony z pedagogiki Montessori – ale tylko lekko 🙂

Wiecie, że trochę jeżdżę po świecie, prawda? Nie cierpię tzw. kurzołapów, więc nie kupuję pamiątek. Ale na wybrzeżach Long Island nie mogłam się powstrzymać i zebrałam sobie muszle.. wprost wyłowiłam z wody, można rzec 😉DSC05721

Muszle są wielkie, każda wielkości mojej dłoni. Są piękne. Pamiętam, że kiedy pokazywałam je koleżankom mówiły: mydelniczkę z tego zrób! albo coś innego. I nawet miałam przez chwilę taki plan, ale ja tych muszli mam 30!

Więc wykorzystałam je dzisiaj. Z szorstkiego filcu wycięłam samogłoski (bo akurat samogłoski były mi potrzebne), klejem na gorąco przykleiłam je do muszli i mam! KASIA-DELL - WIN_20160314_153323

Moje szorstkie samogłoski. Dziecko:

  • widzi samogłoskę,
  • słyszy ją,
  • widzi mój gest artykulacyjny,
  • czuje jej kształt pod palcami.

Oczywiście tego typu samogłoski/sylaby można zrobić na kartonikach np. z papieru ściernego. Ale skoro już miałam muszle… 😉

Pamiętajcie!
Brak umiejętności przez dziecko odczytywania i zapamiętania sylab to może być problem z analizą i syntezą wzrokową, słuchową, pamięcią globalną, sekwencyjną, z grafopercepcją, z koncentracją i/lub szeregiem innych rzeczy tu nie wymienionych. Dlaczego akurat MOJE dziecko ma z tym problem – odpowie jedynie specjalista po zdiagnozowaniu malucha 🙂

Komentarze

  1. Hohoho….. Jestem na Głosce. Od siebie dodam jeszcze wszelkie plasteliny, modeliny. Dziecko samo może zrobić sylabę. Efekty dotykowe bardzo pomagają. Jeszcze pisanie np. w kaszy czy piasku.

  2. Aj czy nie czepiamy się trochę na zapas. Wszyscy którzy chodź trochę pracują z MK wiedzą że wszytki elementy wprowadzamy przez trzy stopnie powtarzanie,rozumienie i czytanie. I te zabawy pasują do wszystkich trzech . Powtarzanie wiadomo mam kubek PA gdzie jest talerzyk który do niego pasuje? Jak on się nazywa? . II gdzie jest kubek PA. połóż go na odpowiedni talerzyk. III co jest napisane na tym kubku gdzie jest pasujący do niego talerzyk. Pomoc jest szczególnie uniwersalna gdy pracujemy równocześnie z kilkorgiem dzieci, wtedy każdy ma zadanie na swoim poziomie, każdy osiąga sukces. Na pewno trzeba pamiętać o różnych ćwiczeniach i dostosowywać twórczo pomoce do problemów dziecka ale tak mamy z każdą pomocą układanką. Ja mam często wrażenie że pomoce robię trochę dla siebie. Bo nudno mi pracować w kółko na tym samym, choć dla dziecka to jest nowość, bo ja uczę już setne dziecko paradygmatu z P , a on dopiero poznaje tą sylabę . Często wystarczy ołówek i kartka rysujemy wspólnie z dzieckiem potwory i nazywamy sylabami które zna. Pewnie że zadania muszą być różnicowane i trzeba by się grubo zastanowić jeżeli długo nie przechodzimy do kolejnego etapu, ale to nie wina pomocy tylko wina terapeuty. Na pewno rodzicom jest znacznie trudniej, pewnie nie wszyscy ale duża grupa skupia się na szczególe potrzebuje konkretnych wytycznych i tak naprawdę czasami za rzadko pyta Po co ja to robię? Co chcę osiągnąć? A to chyba jest kluczem do sukcesu., że zawsze musimy mieć przed sobą cel. Czyli teraz musi się oswoić z wyglądem wzoru i samą sylabę, później zacząć ją identyfikować a później czytać. A robienie sylab samodzielnie ok ale nie na początku, Dzieciak Pozdrawiam

    1. Z całym komentarzem się zgadzam z wyjątkiem jednego zdania 🙂

      Wszyscy którzy chodź trochę pracują z MK wiedzą – Głoskę czytają przede wszystkim rodzice dzieci zza granicy, którzy nie zawsze znają MK 🙂 Dlatego uświadamiam, że nie wszystkie pomoce dla wszystkich dzieci 🙂

  3. A ja się nie zgadzam. Ćwiczenia, a w zasadzie karty pracy, na których NIBY wykonuje się parowanie – tak naprawdę nie służą do parowania. Bo tu nie chodzi o połączenie sylab w pary. To ćwiczenia wieloetapowe: dziecko powtarza sylabę wskazaną przez rodzica (etap powtarzanie), dziecko szuka konkretnej sylaby wymówionej przez rodzica (etap rozumienie), dziecko czyta sylabę wskazaną przez rodzica (etap samodzielne czytanie). To co jest dodatkowo na karcie pracy ma po prostu uprzyjemnić dziecku naukę – chodzi o to by nie było to nudne odczytywanie sylab a zabawa.

  4. Jeśli już chodzi o ćwiczenie pisząc można wykorzystać tablice magnesową na które można pisać a zmazać ją jest bardzo łatwo, dlatego można ćwiczyć na niej do woli, pomysł z muszlami także jest bardzo fajny 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress