Dzisiejszy post jest na zamówienie 🙂
O czym będę pisać? O tym, jak wprowadzać sylaby w metodzie krakowskiej, ale myślę, że sposób jest dobry do każdej metody sylabowej.
Pamiętajmy, że dziecko nie będzie czytać, jeśli nie będzie umiało analizować i syntezować wzrokowo i słuchowo, nie będzie umiało uzupełniać i kończyć sekwencji, jeśli ma słabą pamięć.  Pomocne też będą inne ćwiczenia ogólnorozwojowe. Zanim więc powiecie, że metoda jest do czterech liter, przećwiczcie z dzieckiem wyżej wymienione umiejętności, a potem bierzcie się za czytanie :))
Pragnę przypomnieć także, że za sylaby nie bierzemy się, jeśli dziecko nie ma opanowanych samogłosek, i onomatopei. Wszystko u Eli 🙂
Dobra, zakładając, że te etapy mamy skończone, bierzemy się do sylab. Taka uwaga na początek :)) Na I etapie nauki czytania sylaba otwarta = spółgłoska + samogłoska, sylaba zamknięta = samogłoska + spółgłoska. Paradygmat natomiast to zbiór sylab otwartych lub zamkniętych z konkretną spółgłoską;) Ech, wyższa matematyka, nie? :)) Zaczynamy od sylab ze spółgłoską P. Dlaczego P? Ponieważ jest to pierwsza spółgłoska, która pojawia się w naturalnym rozwoju mowy dziecka. Dziecko mówi [p], kiedy chociażby parska wypluwając smoczek ]:-> lub butelkę 😛
Więc założyliśmy sobie, że to P 😉
Teraz czas wprowadzić sylaby. Jak??
Ano tak, żeby dziecko widziało sens ich wprowadzenia. Czyli – mówiąc po ludzku – każda sylaba musi mieć znaczenie. Podobnie jak wcześniej samogłoski.
Do nadawania znaczeń sylabom stworzono książeczki „Kocham Czytać”. Ja jednak nie byłabym sobą, gdybym nie miała swojej wersji znaczeń ;))
 tak na pierwszym obrazku widzimy jeża z gruszką. Mówię dziecku:
„O popatrz! Jeż! Jeż idzie PA”
Na kolejnym jeż z gruszką spotyka jeża z jabłkiem
„O! dwa jeże! Jeże PU”
i tak dalej przy każdym obrazku. Kiedy już przedstawimy dziecku wszystkie obrazki zaczynamy czytać razem z maluchem, jeszcze raz od początku. Z n-tym czytaniem warto spytać: „O zobacz! Jeż chowa się za krzak! Co on mówi?”, dziecko powinno odpowiedzieć „PO”.
Z materiału tematycznego, przechodzimy do materiału atematycznego, czyli tzw. czystych sylab. Dziecko dostaje od nas planszę z wypisanymi sylabami oraz małe kartoniki. Zadaniem dziecka na początek jest dopasować taką samą sylabę do takiej samej/
A potem dziecko dostaje same kartoniki i grzecznie pytam: „Gdzie PA? daj PA!”. Należy dodać, że nigdy nie pytam w takiej kolejności, w jakiej są ułożone kartoniki.
Co jeszcze? Ano etap ostatni: składanie wyrazów z sylab 😉 Co złożycie – Wasza sprawa. Ważne, żeby dziecko miało co czytać.
Sylabami pojedynczymi bawicie się dokładnie tak samo jak samogłoskami: rzucacie glutem, młotem ;), używacie balonów, hydrożelu czy czego tam chcecie (polecam http://www.zabawysylabowe.blogspot.com). Tylko pamiętajcie: nie ma cudów. Nie ma sekwencji, nie ma czytania. Nie ma analizy, nie ma czytania… itd. 🙂
A tu wrzucam film z instrukcją 🙂

Temat starałam się wytłumaczyć najlepiej jak umiem, ale… nie da rady 5 lat studiów zmieścić w jednym poście. Przykro mi. Dlatego.. zapraszam częściej, a dowiecie się więcej :))
Pozdrawiam!

Komentarz

  1. Bardzo przejrzyście to wyjaśniłaś 🙂 myślę, że post będzie pomocny dla wielu rodziców :-).
    Mój Wiktor ciągle myli sylaby P i M. Wydaje mi się, że analiza wzrokowa jest w porządku, może słaba pamięć? nie potrafię znaleźć przyczyny. Pewnie brak systematyczności w powtarzaniu też nie pomaga :-(.

  2. Ile czasu trzeba powtarzać każdy etap? Tzn. tak, wiem, aż się dziecko nauczy, ale tak mniej więcej ile to może trwać? 50 powtórzeń? 😛

    Pozdrawiam serdecznie i jak poszła Wigilia? 😉
    J.

  3. @Anonimowy i @Kasia – dzięki 🙂 – Kasiu, tak systematyczność jest bardzo ważna 😉

    @J – Jak trzeba to i 50 😉 Byle nie tyle na raz pierwszego dnia 😀
    Wigilia jutro!

  4. to ja mam jedno pytanie, od czego zależy skojarzenie sylaby dźwięku ze znakiem? może zadaję durne pytanie ale bardzo mnie to dziwi, że mój maluch doskonale powtarza usłyszane sylaby a ich na papierze nie rozpoznaje poza PA i MA :d nie mam pojęcia dlaczego, za to doskonale identyfikuje wszystkie samogłoski brzmienie ze znakiem graficznym, na razie mnie to nie martwi, ale z czystej ciekawości pytam czemu dziecko niektóre znaki rozpoznaje jako znak a niektóre wcale, nie wykluczam, że w tym miejscu moja metodyka jest do d… i stąd ten problem 🙂

  5. Nie wiem, bo go nie diagnozowałam 🙂

    Ale prawdopodobnie ma za dużo materiału naraz do zapamiętania, a niekoniecznie dobrze jest on opanowany. Czyli, jeśli nie opanował z P, nie wprowadzamy M.

  6. Te sylaby w 3D bardzo mnie interesują… Liczę, że wkrótce zdradzisz coś na ich temat. I powtórzę się – uwielbiam Twoje filmiki!
    Lecę tworzyć kolejną książeczkę dla Maćka 🙂
    Pozdrawiam!

  7. Książeczka to zajęcie na góra 7 minut. Ale gotowce już wszystkie zna na pamięć, więc taka wersja zajęć bardzo mu odpowiada.

    Nie zabijać Kasi, proszę!

  8. po co uczyć dziecko czytać wielkie litery skoro żaden tekst nie jest tak napisany???? zastanawiam się nad tym już od dawna i chyba jednak zacznę z synkiem małe litery… już rozpoznaje i nazywa samogłoski – „będziem” walczyć dalej 😛

  9. @Ania,

    dziecku – nazwijmy to „zdrowemu”, czyli bez żadnych deficytów – rzeczywiście teoretycznie bez różnicy jest czy nauczymy go czytać małymi czy dużymi literami.
    Natomiast dzieciom z zagrożeniem dysleksją, ze skrzyżowaną lateralizacją, z autyzmem, z lewoocznością – jednak rodzaj czcionki na początku „robi” różnicę.
    Chodzi o to, że te dzieci mają problem z tzw. percepcją wzrokową i kierunkowością. W praktyce, kiedy dostają do nauki małe litery mylą „p-b-g-d”, „t-l-ł”, „a-e-c”, „u-y-o-a”, „w-m-n-r-u”, „j-g”. Natomiast kiedy dostają wielkie litery mylą „A-Y” i „W-M”. To dużo mniej, prawda? Dlatego uczymy na wielkich literach, a potem przechodzimy do małych.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress