Siedzi sobie człowiek i czyta fora. Tak w ramach odmóżdżenia: fora o kuchni (mówiłam już, że lubię czasem pogotować?), o włosach 😀 i innych takich. Aż tu nagle na jednym z takich for temat: przedszkole z angielskim. I całkowicie wymieszane sytuacje, konteksty, problemy. Misz-masz dla kogoś, kto z nauczaniem języka ma niewiele wspólnego. Dlatego postanowiłam to trochę uporządkować.

W ramach ładu w tym poście musimy założyć, że tytułowy „angielski” to język:
a) mniejszościowy – jednego z rodziców dziecka,ale nie język otoczenia, lub
b) większościowy – w znaczeniu – język otoczenia, którym nie posługują się rodzice, lub
c) obcy dla rodziców – niezwiązany z nimi ani z otoczeniem.

Czyli de facto – mamy trzy różne sytuacje, a nawet cztery, ale o tym za chwilkę.

Czy warto dziecko posyłać do takiego przedszkola? 

W sytuacji pierwszej – kiedy język w przedszkolu jest językiem jednego z rodziców (czyli np. mama Polka, tato – Niemiec, mieszkają w Hamburgu, przedszkole niemieckie z językiem polskim) – TAK, TAK, TAK! Zawsze! W ten sposób dziecko nauczy się jednej podstawowej dla komunikacji rzeczy: że język mamy/taty nie służy tylko do komunikacji z nią/nim, ale także z panią nauczycielką czy innymi dziećmi. Dlatego TAK niezależnie czy język wprowadzany jest jako lekcja (2×30 min. tygodniowo) – wtedy co prawda nauczy się tylko (aż!!!) tyle, że jego drugi język jest ważny, skoro inni się go uczą – czy jedna z nauczycielek jest nativem i cały czas mówi do dzieci w tym języku.

W sytuacji drugiej – kiedy język przedszkolny jest językiem kraju otoczenia – to chyba nie macie wyjścia 🙂 Jeśli jednak dziecko nie zna języka większości, w domu posługujecie się innym/innymi, warto zasięgnąć porad Eli Ławczys i wprowadzić dziecku dzienniczek z językiem otoczenia, by łatwiej komunikowało się z nauczycielką i dziećmi na początku swojej przedszkolnej/szkolnej przygody. Pamiętajmy, że w tym przypadku dwujęzyczność dziecka po prostu JEST, nie ma sensu deliberować czy jest ona korzystna dla niego, czy nie. Ona JEST. I najczęściej jest korzystna 🙂

I wreszcie docieramy do sytuacji trzeciej – kiedy język w przedszkolu nie jest językiem żadnego z Was ani językiem otoczenia. W czerwcu pisałam Wam czym różni dwujęzyczność od nauki języka obcego. Dwujęzyczność (u dziecka!!) to coś, co się NABYWA przez żywy kontakt z językiem (nie bajkę w TV). Dlatego musimy rozróżnić dwa typy przedszkoli – przedszkola, w których PRZYNAJMNIEJ jedna z nauczycielek mówi do dziecka CAŁY CZAS lub w określonych GODZINACH (nie minutach!!!) w języku innym niż maluch zna (na potrzeby postu przyjmijmy, że nauczycielki są nativami) oraz przedszkola, w których odbywają się lekcje języka angielskiego np. dwa, trzy razy w tygodniu po pół godziny. W pierwszej sytuacji – jeśli dziecko nie przejawia ŻADNYCH problemów rozwojowych, możecie spokojnie posłać je do dwujęzycznego przedszkola. Musicie jednak bacznie je (dziecko) obserwować i w razie jakichkolwiek problemów z pierwszym językiem (np. polskim w Polsce) lub emocjonalnych konsultować je ze specjalistą (np. logopedą, psychologiem dziecięcym) oraz rozmawiać, rozmawiać i rozmawiać z nauczycielkami. Macie wyraźny plus nad rodzinami mieszanymi lub rodzinami na emigracji – dwujęzyczność Waszego dziecka jest bowiem Waszym wyborem, a nie koniecznością.
Sytuacja druga – kiedy lekcje angielskiego po prostu „odbywają się” to cóż… nie spodziewajcie się cudów. Być może dziecko nauczy się kolorów i liczyć do 10., ale to nie jest język. Bo język to komunikacja, a wykucie kilku słówek na blachę (oczywiście poprzez zabawę!) to nie komunikacja. Dlatego – jeśli Wasze dziecko ma wadę wymowy lub problemy językowe to przed 5.r.ż. darujcie sobie naukę języka obcego w przedszkolu. Jeśli jednak jest zdrowe – wybór należy do Was 🙂 Przy czym zaznaczam – dziecko, które uczy się języka angielskiego w przedszkolu od 3. r.ż. nauczy się dokładnie tyle, ile sześciolatek w szkole przez 3 miesiące. A program z przedszkola na pewno będzie powtarzany w szkole 🙂

przedszkole z nativem

Komentarze

  1. U nas już w grupie najmłodszej nauka jęz. angielskiego darmowa, 1 zajęcia tygodniowo. Z tego co wiem, to puszczają im też w tym czasie bajki do nauki angielskiego. Moje dziecko nauczyło się od września „hello”, ale akurat dla nas to mało istotne, bo najważniejsze są dla nas zajęcia logopedyczne.
    MEN jednak wprowadza obowiązek nauki jęz. obcego dla 5-latków (podobno od 09.2015), a nauczyciele przedszkolni mają się w tym zakresie doszkolić.
    Dla mnie to nie jest zrozumiała sytuacja. Myślę, że najpierw powinni skupić się na poprawnej wymowie w jez. ojczystym, poprawić dostępność do PPP, wprowadzić zajęcia logopedyczne w przedszkolach, lub choć coś w rodzaju badań przesiewowych w tym zakresie, a nie zajmować się czymś, co jak mówisz można nadrobić w ciągu 3 miesięcy w szkole.

      1. Witam, zgadzam się w 100 % z tym postem jako logopeda i nauczyciel języka angielskiego. Niestety rodzice często nie rozumieją, że ucząc sepleniące dziecko języka angielskiego robią mu krzywdę, bo pogłębiają istniejącą wadę.Wiele razy tłumaczyłam, żeby poczekali z taką nauką, aż dziecko zacznie prawidłowo mówić, ale…..
        Według Rodziców, którzy z pewnością chcą dla swojej pociechy jak najlepiej, im więcej języków od urodzenia tym lepiej, zgroza….
        Pozdrawiam i walczę dalej

  2. Kasia! Nasz Jaś chodzi od X do takiego przedszkola dwujęzycznego.. No jasne że nie takiego szukałam, ale jest ono na naszym osiedlu co ze względów logistycznych jest baardzo korzystne i jest też bardzo dobre. Jedna z pań ( nie anglojęzyczna) jest już w sumie logopedką i nawet metodę krakowską lubi! Oprócz tego że pani „angielska” zwraca się do dzieci w tym języku to przeprowadza też zajęcia bardziej tematyczne z angielskiego. i 3x w tyg jest native speaker.. Moje pytanie – jak bardzo może to zaszkodzić?? mojemu Jasiowi (który nie do końca ma określone zagrożenie dysleksją, tatuś – dyslektyk,; w kwietniu jedziemy za radą p Dagmary Śmiałkowskiej do Krakowa. Póki co to w testach u Niej wypada całkiem nieźle – o ile chce coś robić…) i… zakładając że po wizycie w Krakowie okaże się że moje dziecko jest zdrowe (oby!) To czy jak ten angielski już jest to ja mogę mu jakoś pomóc w nabywaniu tego języka? (obydwoje z mężem jesteśmy polskojęzyczni) W sensie – czytać książeczki, puszczać w domu piosenki…? Czy sobie darować?? Nie powiem że pewien przykład z gr edukacja domowa gdzie pewien Tatuś z przeciętna znajomością angielskiego nauczył swoje 4 letnie córki perfekcyjnie posługiwać się angielskim nie zrobił na mnie wrażenia… No ale – polski najważniejszy! Dziękuję za ten post! Twoja zawsze wierna Imienniczka!;0

    1. Kasia 🙂
      Jeśli Jasiek mówi i rozumie co się do niego mówi po polsku, i jeśli pani „angielska” mówi do dzieci głównie (ideałem byłoby cały czas :D) po angielsku, to luzujemy :)) Możliwe, że – o ile okaże się dyslektykiem – trzeba będzie trochę dłużej posiedzieć z nim nad lekcjami, ale język drugi będzie znał. Bardziej o tej obserwacji pisałam pod kątem dzieci niemówiących, mówiących bardzo słabo… z niedosłuchem czy podejrzeniem autyzmu 🙂
      Co do wspierania angielskiego w domu – w przypadku Jaśka i dwujęzycznego przedszkola – darowałabym sobie. Może od czasu do czasu bym z nim po angielsku jakieś zwroty komunikacyjne wymieniła („Idziemy na plac zabaw czy do kina?”) :))

  3. Cześć:)
    Moje dziecko chodzi obecnie do żłobka. A od września (3 lata) ma przejść do przedszkola,w którym dziećmi opiekują się dwie Panie (jedna ze żłobka), a druga to native speaker.
    Żłobek wybraliśmy z wielu różnych powodów, a ponieważ jesteśmy zadowoleni to chcieliśmy, żeby synek był również w tym przedszkolu. Tym bardziej, że aklimatyzacja jest trudna, i Leosiowi łatwiej będzie zostać w już znanym sobie środowisku, aniżeli zaczynać wszystko od nowa.
    Ze względu na to, że bardzo mało mówił Leoś korzystał kiedyś z akcji „Dwa słowa na dwa lata to o 270 słów za mało”. Był przebadany przez logopedów, neurologów, laryngologów … i wszystko jest teoretycznie ok.
    Rozumie wszystko. Ale mówi zdecydowanie słabiej od rówieśników, choć od jakiegoś czasu każdego dnia pojawiają się nowe słowa (w sierpniu skończy 3 lata). Jak uważasz, czy Twoim zdaniem błędem jest posyłanie go do tego przedszkola?

    1. Jesli z Leosiem wszystko ok, to nie. Jednak ja bym w domu wlaczyla intensywna stymualcje jezyka polskiego.I absolutnie NIE wzmacniala drugiego jezyka w domu. ALE to tylko opinia by net, lepiej by bylo gdyby Leona zobaczyl TERAZ logopeda (

  4. Witam 🙂
    Jestem mamą 4,5 letniej dziewczynki z zespołem Downa z niedosłuchem UP 90dB (lewe w normie). U nas zachodzi sytuacja z pkt. a) czyli Tata jest obcojęzyczny (generalnie nie mówi po polsku lub gdzieś na poziomie Kali zjeść krowa ;). Przyjęliśmy zasadę OPOL w domu w komunikacji z dzieckiem, miedzy sobą (rodzice) porozumiewamy sie w j. ang. Widzimy, że córka rozumie oba języki, używa pojedyncze słowa w obu językach. Język terapii (met. Krakowska) i otoczenia to j. polski. Jest pod stałą opieką logopedy, ale spotkalismy się z różnymi opiniami na temat dwujęzycznosci w tej sytuacji. Ponieważ nie jest to częsta sytuacja, niewiele osób potrafi coś nam doradzić, wiec mozna powiedziec, ze kierujemy sie instynktem. Tata jest dwujęzyczny: podstawowy język używany u niego w rodzinie to afrikaans, drugi język uzywany na codzień w kontaktach z otoczeniem w jego kraju to angielski (cała jego rodzina mówi w dwóch jezykach). Zrezygnowalismy z afrikaans bo uznalismy, ze to bedzie za duzo dla dziecka z zD i tata komunikuje się po angielsku z nami. W jaki sposób mozemy wesprzeć nasze dziecko w rozwoju? Wydaje mi się, ze w naszej sytuacji nie możemy zrezygnować z języka angielskiego. Co sądzisz na ten temat?

    1. Nie, nie możecie 🙂 Wszystko zależy od tego, na jakim poziomie językowym jest Mała. Ale generalnie fajnie by było gdyby tata ćwiczył z nią (w zabawie na dywanie tym razem!!) sekwencje, kategoryzacje, analizę i syntezę wzrokową itd. po angielsku 🙂

  5. Bardzo dziękuję za ten post. W przedszkolu mojego syna jest angielski 2 razy w tygodniu po 30 min i faktycznie jakiś spektakularnych efektów nie ma. Zawsze uważałam, że z nauką u dziecka im wcześniej tym lepiej ( o ile to jest w formie zabawy) ale zrobiło się tego trochę dużo: czytanie, liczenie, logopedia, angielski… Zdziwiło mnie, że to co 3 latek się uczy 6 latek nauczy się w 3 miesiące. Zamiast rozdrabniać się na wiele rzeczy teraz wiem, że warto więcej czasu poświęcić sylabkom niż kolorom i liczeniu do 10 po angielsku.

Pozostaw odpowiedź Aga Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress